Dołącz do nas

Przestrzeń Miejska

Place zabaw – atrakcyjne i bezpieczne. Rozmowa z Dominikiem Berlińskim

Od wielu lat prowadzi pan kontrole placów zabaw w Polsce. Jak ocenia pan ich stan dzisiaj?

Dziś widać zdecydowaną poprawę w stosunku do tego, co było produkowane jeszcze pięć lat temu. Stanowczo gorzej jest ze starszymi placami zabaw, przy czym największe problemy spotykamy w przedszkolach i na terenach spółdzielni mieszkaniowych. Z drugiej strony są miejskie place, które przeszły chyba największą rewolucję. Wiele z nich zostało wybudowanych od podstaw. Miejscy włodarze coraz częściej doceniają place zabaw jako element integrujący lokalną społeczność. Miejsca rekreacji stają się też ważnym elementem wizerunkowym i bywają umieszczane w reprezentacyjnych parkach.

Na placach zabaw pojawiają się coraz wymyślniejsze konstrukcje, widać, że inwestorom i administratorom zależy na atrakcyjnym, z punktu widzenia dzieci, wyposażeniu.

Zgadza się. Na placach zabaw widzimy nieraz bardzo wysokie piramidy linowe, długie zjeżdżalnie. Pojawia się coraz więcej placów tematycznych, w znacznie lepszej wersji niż za czasów socrealizmu. Popularne są statki pirackie, wozy strażackie, pałace itp. Ostatnio kontrolowaliśmy stację kosmiczną, która nie tylko fajnie wyglądała, ale także dawała duże możliwości do ciekawej zabawy.

Czy nie odbija się to na bezpieczeństwie małych użytkowników?

Tu walczą ze sobą dwie wartości – bezpieczeństwo i atrakcyjność. Dla dzieci ryzyko jest atrakcyjne, bo daje dreszczyk emocji, możliwość wykazania się przed sobą i innymi. To naturalna potrzeba, kontrolowana jednak przepisami normy bezpieczeństwa PN-EN 1176:2009, w której już we wstępie dostrzeżono potrzebę zabawy związanej z poniesieniem ryzyka. Dobrym przykładem na działanie normy są właśnie piramidy linowe. Norma nie ogranicza tu wysokości, na którą można taką piramidę wybudować, jednak wymaga, aby nie można było spaść z dużej wysokości bezpośrednio na twarde podłoże. Stąd też ten „piramidalny” kształt. Przy zachowaniu odpowiedniej gęstości oczek wewnątrz pajęczyny linowej dziecko nie ma możliwości upadku z dużej wysokości; na zewnątrz też nie wypadnie, bo liny na dole są umieszczone szerzej i to one pochwycą dziecko. Najwyższe linarium, jakie pamiętam, pozwalało wejść na wysokość ponad 11 metrów. Widok ze szczytu zapiera dech.

Także w bardziej typowych urządzeniach zauważam lepsze stosowanie normy. Na rynku jest ok. 150 producentów wyposażenia i już ok. 40 z nich korzystało z naszych szkoleń. Jakość produktów jest też weryfikowana przy okazji badań do certyfikacji oraz przy kontrolach na placu zabaw.

Jakie to kontrole?

zczególne znaczenie mają kontrole po-montażowe, przeprowadzane przed oddaniem placu zabaw do użytku. Dla inwestora najważniejsze jest, aby je przeprowadzić przed formalnym odbiorem placu zabaw, bo później dostawca może już nie mieć tyle motywacji do naprawienia wykrytych nieprawidłowości.

Jak przeprowadza się takie kontrole?

Podstawowym narzędziem pomiarowym jest miarka, która służy do sprawdzenia odległości między urządzeniami, pomiaru wysokości barierek i wyznaczenia wysokości upadku z urządzenia. To przekłada się potem na wymagania dla nawierzchni. Poza tym używamy kątomierzy i specjalistycznych próbników, które pozwalają wyłapać różnego rodzaju miejsca potencjalnego zakleszczenia palców, kończyn oraz głowy i szyi. Ważnym narzędziem jest też szpadel, niezwykle
pomocny przy sprawdzeniu fundamentowania
i grubości nawierzchni sypkich.

Jakie najczęstsze błędy czy nieprawidłowości spotyka Pan podczas przeprowadzanych kontroli?

Błędy, jakie zauważam, są różnego rodzaju. Tylko część z nich dotyczy wyposażenia, w tym tych nieszczęsnych zakleszczeń. Inne dotyczą nawierzchni wokół urządzeń zabawowych. Tak więc potrzeba zapewnienia odpowiedniej nawierzchni wokół wyposażenia placu zabaw jest bardzo istotna i wszędzie tam, gdzie wysokość, z jakiej dziecko może spadać, przekracza 1 m, trawa nie będzie wystarczającą nawierzchnią amortyzującą. Te są chyba nawet ważniejsze niż błędy sprzętowe, bo generalnie upadek z wysokości jest jedną z głównych przyczyn wypadków u dzieci (może po wypadkach samochodowych). Właściciel placu zabaw może wówczas zastosować dodatkową nawierzchnię naturalną, np. piasek, lub syntetyczną, czyli płyty lub wylewki gumowe albo sztuczną trawę. Powinien jednak pamiętać, że ta nawierzchnia musi być dobrana do wysokości upadku z poszczególnych urządzeń. Także w przypadku huśtawek łańcuchowych konieczna jest dodatkowa nawierzchnia amortyzująca, bo tu wysokość upadku wyznaczamy przy pewnym wychyleniu siedziska.

Potrzeba zapewnienia odpowiedniej nawierzchni wokół wyposażenia placu zabaw jest bardzo istotna i wszędzie tam, gdzie wysokość, z jakiej dziecko może spadać, przekracza 1 m, trawa nie będzie wystarczającą nawierzchnią amortyzującą.

Jest jeszcze trzecia grupa zagrożeń – ta najbardziej wstydliwa – to niedbalstwo właściciela, który często o bezpieczeństwie pamięta tylko w momencie zakupu. Potem jego place zabaw niszczeją i z miejsca atrakcyjnego zaczynają zmieniać się w negatywną wizytówkę okolicy.

Wracając do wad sprzętowych – co jest najpilniejszą potrzebą polskich placów zabaw?

Zdecydowanie stare huśtawki – te na sztywnych prętach i z twardym siedziskiem, które pamiętają minioną epokę. O dziwo, jest ich wciąż bardzo dużo, mimo że nawet Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego parokrotnie w swoich komunikatach przypominał właścicielom i zarządcom placów zabaw, że dla tych urządzeń także jest norma. Według niej siedzisko huśtawki powinno być gumowe i nie ma prawa wisieć na sztywnych cięgnach – stąd najczęściej stosuje się łańcuchy. Kiedyś, przy pomocy telewizji TVN, zrobiliśmy i nagraliśmy symboliczny test porównujący dwa typy huśtawek, ten stary i nowy. Nazwaliśmy

Ważna jest rola projektanta, który huśtawkę powinien zaplanować na obrzeżach placu, z dala od wyznaczonych lub naturalnych szlaków komunikacyjnych.

Taką zasadę stosuje się także do kolejek linowych i karuzel krzyżowych.

to „testem arbuza”, a wyniki tego testu zaskoczyły nawet mnie. Otóż arbuz w konfrontacji z gumowym siedziskiem zawieszonym na łańcuchach wyszedł bez szwanku. Po uderzeniu przez twarde siedzisko zawieszone na prętach rozpadł się na kawałki. Właściwie drewniane siedzisko dość precyzyjnie odcięło jego górną połówkę i rozrzuciło w promieniu paru metrów. To naprawdę mocny obraz, który ma uświadamiać, jakie zagrożenia czyhają na głowę dziecka w starciu z huśtawką starego typu. Film ten można obejrzeć na naszym kanale na www.youtube.com/BezpiecznePlaceZabaw. Dlatego apeluję do właścicieli placów zabaw: wymieniajcie niebezpieczne huśtawki!

Co jest powodem wadliwego konstruowania placów zabaw?

Przede wszystkim niewiedza, choć, jak już wspomniałem, z tym jest coraz lepiej, bo z odpowiednich szkoleń korzystają nie tylko producenci, ale także właściciele, architekci i konserwatorzy.

Drugą przyczyną jest wspomniane już niedbalstwo, a trzecią – świadoma ignorancja. Nawet od doświadczonych pedagogów słyszę czasami, że ich plac zabaw jest bezpieczny, bo nie było na nim nigdy wypadku. Rozumiem, że nie było poważnego wypadku, bo drobne stłuczenia czy nawet złamania są nie do uniknięcia. Jednak to, że w przypadku tego placu nie było wypadku, nie znaczy, że nie mógł się on zdarzyć lub nie zdarzy się w przyszłości. Podczas prowadzonych przeze mnie szkoleń poruszam temat tych niebezpiecznych huśtawek i zdecydowana większość uczestników przyznaje, że albo oni osobiście, albo ktoś z ich najbliższego otoczenia doznał poważnego urazu ze sprzętem tego typu. Moja siostra miała przez taką huśtawkę rozciętą głowę. A nie dalej jak tydzień temu byłem na przedszkolnym placu zabaw blisko niemieckiej granicy, gdzie doliczyłem się 13 huśtawek z siedziskiem na prętach! Mama mająca dwójkę dzieci była wobec tej sytuacji bezradna i jej starszy synek, chyba czterolatek, niefortunnie wszedł pod jedną z nich i rozciął sobie wargę, na szczęście niegroźnie. Ten przedszkolny plac miał chyba ze 40 lat i wolę nie wyobrażać sobie, ile w tym czasie było podobnych zdarzeń.

Tu warto też powiedzieć o roli projektanta, który huśtawkę powinien zaplanować na obrzeżach placu, z dala od wyznaczonych lub naturalnych szlaków komunikacyjnych. Taką zasadę stosuje się także do kolejek linowych i karuzel krzyżowych. Plac zabaw nie powinien być miejscem, gdzie rodzic lub opiekun na każdym kroku przestrzega dziecko przed czyhającym niebezpieczeństwem. Wówczas zabawa traci swój urok, a razem z nim i sens.

O wypadkach na placach zabaw nie mówi się często. A jednak takie się zdarzają. Czy jest Pan w stanie powiedzieć, ile średnio wypadków spowodowanych złym stanem bezpieczeństwa zdarza się na placach zabaw? Szacuje się, że w Polsce rocznie dochodzi do 10 000 wypadków, które skutkują wizytą dziecka w szpitalu. Na szczęście w znakomitej większości wszystko kończy się na krótkim badaniu, czasem zastrzyku przeciw tężcowi. Mniejsza część przypadków jest związana z rozcięciami, zmiażdżeniami, zwichnięciami lub złamaniami i te także z reguły dobrze się kończą. Tylko niewielki procent poszkodowanych pozostaje w szpitalu na dłuższy czas. Wypadki śmiertelne zdarzają się mniej więcej raz w roku. Podstawowym źródłem tych danych są statystyki, które były prowadzone przez parę lat w Wielkiej Brytanii. Tam wypadków skutkujących wizytą dziecka w szpitalu jest rocznie ok. 40 000. Przy czym tam jest większa populacja i jest więcej placów zabaw. Z drugiej strony myślę, że są one zdecydowanie bezpieczniejsze, stąd te szacunkowe 10 000 dla Polski jest raczej zaniżone. Wszystkich wypadków nie da się oczywiście uniknąć. Skupiamy się na tych poważnych – związanych z urazami głowy i uduszeniem.

Czy z Pana obserwacji wynika, że administratorzy placów zabaw boją się grożących konsekwencji, czy nadal panuje przekonanie, że „będziemy się martwić, jak coś się wydarzy”?

To się zmienia w coraz większym tempie. Zauważam znaczny wzrost zainteresowania bezpieczeństwem ze strony zarządców i chyba nie zawsze powoduje nimi obawa przed konsekwencjami. Coraz częściej widzę zwykłe, zdroworozsądkowe podejście. W końcu chodzi tu o bezpieczeństwo dzieci. Jestem optymistą.

Co powinni robić administratorzy, aby uniknąć wypadków, a zarządzane przez nich place były bezpieczne?

Po pierwsze – wymieniamy niebezpieczne huśtawki. A posiadający starsze obiekty innego typu powinni zamówić badanie zgodności z normą, bo w tej kwestii przez ostatnie 20 lat dużo się zmieniło. Wiedza i praktyka stosowania normy w naszym kraju ugruntowują się. My przy badaniu zgodności z normą wykonujemy analizę ryzyka. To znaczy, że gdy stwierdzamy jakąś wadę, to dodatkowo oznaczamy poziom zagrożenia, jakie ze sobą ta wada niesie. To bardzo przydatna informacja dla kogoś, kto planuje modernizację obiektu. Niejednokrotnie nawet te „pełnoletnie” urządzenia mogą być w dalszym ciągu użytkowane. Dla nowych placów lub placów po modernizacji przeprowadza się kontrole pomontażowe, o których już wspomniałem.

Po drugie – dla każdego placu powinien być wdrożony Dziennik Placu Zabaw, czyli dokumentacja służąca do przeprowadzania przeglądów, z rejestrem czynności konserwacyjnych i wypadków. W ramach wdrożenia dziennika powinni być przeszkoleni ludzie, którzy będą potem o ten plac dbali. W sumie nazywa się to, nieco górnolotnie, systemem kontroli, który tworzą przede wszystkim ludzie, a uzupełnia go dokumentacja. Tu także pomagamy właścicielom, bo wdrażamy dzienniki i szkolimy personel. Chętni mogą także podejść do egzaminu na Inspektora Placu Zabaw. Po jego zdaniu wydajemy Certyfikat Kompetencji.

Plac zabaw nie powinien być miejscem, gdzie rodzic lub opiekun na każdym kroku przestrzega dziecko przed czyhającym niebezpieczeństwem.

Wówczas zabawa traci swój urok, a razem z nim i sens.

Po trzecie – należy dbać o utrzymanie sprawności tego systemu. To codzienność administratora placu zabaw, który sprawdza go nie rzadziej niż raz w tygodniu lub choćby zleca takie sprawdzenie firmie dbającej o czystość terenu. Przy okazji tych oględzin powinny być wychwycone oczywiste usterki wynikające np. z wandalizmu. Nawierzchnie sypkie należy wyrównać – taka potrzeba zachodzi z reguły pod huśtawkami, wokół karuzel i na końcu zjeżdżalni. To także przeprowadzane na bieżąco naprawy, a z czasem wymiana zużytego sprzętu na nowy.

A jeśli mówimy o nowo powstających placach zabaw – czy inwestorzy zwracają teraz większą uwagę na bezpieczeństwo? Czy nadal czynnikiem decydującym jest cena?

Warunek najniższej ceny nie stanowi problemu, gdy poza nim postawi się wymagania jakościowe. W praktyce spełnienia tych wymogów trzeba czasem twardo bronić na etapie realizacji i odbioru, o którym już mówiłem. Cena profesjonalnej kontroli pomontażowej to ok. 2000 zł brutto, co przy całkowitym koszcie budowy obiektu, idącym w dziesiątki i setki tysięcy złotych, nie stanowi poważnego kosztu. Ile już razy musiałem tłumaczyć zaskoczonemu inwestorowi, że na jego nowiutkim placu jest masa istotnych niedociągnięć? A przecież na dostarczony sprzęt i nawierzchnię dostał certyfikaty. Tylko że dzieci nie bawią się na certyfikacie. Poza tym, że jednostce certyfikującej mógł przydarzyć się wypadek przy pracy, błędy na gotowym placu mogą mieć źródło w odejściu producenta od certyfikowanych prototypów, mogły powstać usterki na etapie transportu lub montażu. Bardzo często błędy popełniają też projektanci, którzy zapominają o zaproponowaniu odpowiedniej nawierzchni albo ustawiają urządzenia zbyt ciasno. Świadomość jest więc większa i świadomi inwestorzy coraz częściej skrupulatnie pilnują jakości robót, bo także w branży placów zabaw trafiają się nierzetelni projektanci i wykonawcy.

Rozmawiała:

Małgorzata Mrówczyńska

Darmowy

Polskie miasta bardzo dobrze radzą sobie w implementacji nowoczesnych koncepcji smart city

Fenomen inteligentnych miast ogarnął cały świat i na stałe wdarł się do Polski. Dotyczy on rozmaitych dziedzin życia oraz różnych grup społecznych: od prywatnych przedsiębiorców po urzędy miejskie i obywateli. O zjawisko smart city ...
Darmowy

KontenerART – miastotworzenie

Lata dwutysięczne, Poznań, miasto akademickie, dwie duże uczelnie artystyczne, festiwale sztuk, koncerty, spektakle, muzea, wystawy.
Darmowy

Dynamiczne miasta

Projektowanie przestrzeni miejskiej to nie lada wyzwanie – jest to bardzo kreatywne działanie, w którym należy połączyć wiele, często wykluczających się wręcz, elementów. Jednakże przemyślana przestrzeń, w której przyroda i architektura wzajemnie się przenikają i uzupełniają, zd...