Dołącz do nas

Przestrzeń Miejska

Autor Podyma Maciej

Łąka kwietna i jej zastosowanie w przestrzeni miejskiej

Kilka wieków temu na luksus posiadania trawnika stać było tylko najbogatszych. Brak mechanicznych narzędzi i konieczność podlewania sprawiały, że koszty utrzymania trawnika były bardzo wysokie. Niestety, obecnie obowiązującym trendem w polskich miastach są tylko trzy piętra roślinności. Niski trawnik, krzewy i drzewa, zapomina się o roś linach zielnych tak ważych dla ekosystemu.

W samej tylko Warszawie 1200 hektarów trawników jest objetych kilkoma koszeniami w roku. Do tego dochodzą setki kilometów autostrad i dróg szybkiego ruchu. Zazwyczaj koszenie odbywa się za pomocą ręcznych wykaszarek spalinowych produkujących kilkukrotnie więcej zanieczyszczeń na godzinę niż półciężarówka. Zanieczyszczenia spowodowane są specyfiką budowy silników dwusuwowych, brakiem katalizatorów oraz spalaniem mieszanki oleju z benzyną.

Godzina 6.30 rano, koniec kwietnia, niewielki blok w wielkim mieście. Otwieram okno, a tam zamiast szumu drzew, od rana do godzin wieczornych będzie słychać wyłacznie jazgot kosiarkek i wykaszarek spalinowych. Sezon koszenia został otwarty i taki poranek czeka nas przynajmniej co kilka tygodni. Z tych poranków i generalnej niezgody na sposób podejścia do pielęgnacji zieleni pojawiło się moje zainteresowanie łąkami kwietnymi. Zacząłem jednak od trawników.

Nisko koszone trawniki

Nisko koszone trawniki są uznawane przez wielu naukowców za „zielone pustynie”, gdzie różnorodność życia ogranicza się do kilku gatunków roślin i zwierząt. Szczególnie niezabezpieczne w dobie masowego wymierania pszczół, którego jednym z powodów jest brak zróżnicowanego pokarmu. Zaskakujące są też dane publikowane przez czasopisma naukowe w USA, gdzie przemysł trawnikowy jest najbardziej rozwinięty, a trawniki stanowią trzecią największą „uprawę” zaraz po kukurydzy i pszenicy. Amerykańskie trawnki wymagają także ogromnych nakładów pracy, w samych tylko Stanach Zjednoczonych zużywa się 40% wody komunalnej na podlewanie trawników. Utrzymanie trawników jest odpowiedzialne za 5% zanieczyszczeń powietrza oraz 10% zanieczyszczeń wody. Ilość użytych pestycydów na hektar jest 10-krotnie większa niż w rolnictwie. Jednak najbardziej zaskakująca była dla mnie informacja o 17 milionach litrów benzyny rocznie, która przez nieodpowiednie nalewanie trafiła do gleby zamiast do baku kosiarek. Nie dziwi więc fakt, że średnio na gospodarstwo domowe wydaje się 380 dolarów rocznie, aby utrzymać trawnik.

Mimo tych przerażających danych zarządcy miejskiej zieleni i prywatni ogrodnicy często starają się gonić amerykański sen o posiadaniu własnego idealnego zielonego dywanu. Planują całe połacie trawników, mimo że wystaczyłby o wiele mniejszy fragment przeznaczony na rekreację. Problemy takie jak brak bioróżnorodności w miastach, konieczność ograniczenia kosztów pielęgnacji, chęć edukacji mieszkańców spowodowały, że tematem miejskich i przydrożnych łąk kwietnych zaczęły interesować się samorządy. Nie wiadomo, gdzie zrodził się pomysł, ale najbardziej prężnie rozwinął się w Wielkiej Brytanii i Niemczech, skąd przywędrował do Polski. Pierwszym popularyzatorem łąk kwietynch był Łukasz Łuczaj, wybitny etnobotanik, który podobno przez przypadek natrafił na paczkę z mieszanką dzikich kwiatów przywiezioną przez swojego znajomego z zagranicy.

Czym jest łąka kwietna?

Jest to teren niskiej roślinności, zazwyczaj do wysokości metra, z przewagą roślin zielnych. W zależności od miejsca i potrzeb użytkowników może się składać z roślin jednorocznych, dwuletnich, bylin albo być mieszanką tych wszystkich grup. Zazwyczaj łąkę kwietną sieje się z nasion ale istnieje też możliwość wysadzenia czy wyłożenia tak jak trawy z rolki. Od zwyczajnej łąki dwukośnej, na której dominują trawy, łąka kwietna różni się znaczną przewagą roślin kwitnących, owadopylnych i tym, że jej zadaniem jest także poprawiać wygląd danego miejsca. A te miejsca mogą być przeróżne: pasy przydrożne, parki, przydomowe ogródki, osiedla, donice, torowiska tramwajowe, pasy przy chodnikach. Krótko mówiąc, na każdym skrawku ziemi, gdzie nie ma pełnego cienia i nie jest zbyt kwaśno. Utrzymanie już założonej łąki kwietnej ogranicza się do koszenia zazwyczaj dwa razy w roku i zbiorze pokosu po wyschnięciu. Najlepiej kosić kosiarkami talerzowymi lub listwowymi lub na mniejszych obszarach ręcznie kosą tradycyjną.

Łąki kwietne od wiosny do jesieni są pełne życia i kolorów. W mieście nie ma miejsc bardziej przyjaznych zapylaczom i drobnym ssakom, łąka jest domem i stołówką dla setek gatunków roślin i zwierząt. Nie wymaga podlewania, nawożenia i częstego koszenia. Wykonanie łąki jest cenowo porównywalne z wykonaniem dobrego trawnika, jednak na przestrzeni kolejnych lat łąka daje konkretne oszczędności. Obecnie pionierami w tworzeniu łąk są Warszawa i Kraków, gdzie powstaje ich ponad 10 hektarów. Twórców zainteresował sposób użycia roślin łąkowych jako pochłaniaczy zanieczyszczeń powietrza, które dzięki swojej budowie, wysokości i pokryciu powierzchni liścia woskiem wydają się idealne do wyłapywania nisko unoszących się pyłów przy drogach. Obecnie planowane są badania, które miałyby udowodnić te właściwości i wytypować rośliny mające największe predyspozycje do tego rodzaju zadania.

Łąka kwietna jako element edukacji

Traktujemy łąki jako element edukacji, pozwalając zastanowić się nad kształtem zieleni i nad tym, jak powinniśmy podchodzić do przyrody. Uczymy dzieci i młodzież zbierać nasiona, wysiewać łąki i kosić je za pomocą kosy tradycyjnej. Pokazujemy rośliny i zwierzęta, które pojawią się na tym terenie. Dzieci dbają później o teren i zwracają uwagę na naturę nie tylko na swoim osiedlu. Najchętniej włączają się do akcji dzieci, młodzież i seniorzy. Ważne jest dla nas pokazanie sezonowości i tego, że łąka w ciągu tygodonia może się całkowicie zmienić, zakwitając innymi kolorami.

Naszymi idolami są osoby prowadzące brytyjską kampanię Grow Wild (strona: www.growwilduk.com), które zajęły się kompleksową edukacją dotyczącą dzikich gatunków kwiatów. Rozdają nasiona, prowadzą bloga, pojawiają się na koncertach oraz nagrywają teledyski. Kampania jest kolorowa jak kwiaty i z ważnym przesłaniem, aby kochać dzikie kwiaty i brać sprawy w swoje ręce. Nie ma nic prostszego, niż oczyścić i przekopać kawałek ziemi i wysiać mieszankę nasion. Jako fundacja chcielibyśmy w ciągu najbliższych lat zrealizować projekt na taką skalę, na razie jednak poszukujemy sponsorów i ewentualnych partnerów.

Pojawiają się także wątpliwości dotyczące tego, że działamy na szkodę alergikom. Zarzuty są nietrafione, ponieważ wszystkie rośliny kwitnące intensywnie są owadopylne i aby przenieść pyłek, należałoby zatrudnić pszczoły. Najbardziej alergizują pyłki traw, w tym zboża, i drzew wiatropylnych, np. brzo-zy. Zastępując połacie trawy kwiatami, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że pomagamy alergikom, eliminując źródło lekkiego pyłku z ich okolic.

Oczywiście, czasami zdarzają się uszczypliwe uwagi, że na tego typu inicjatywy jest miejsce na wsi, ale w czerwcu, gdy wszystko w pełni kwitnie, wątpliwości znikają. Tak jak często powtarzamy: „Wieś w mieście to nie obciach”.